Odpowiedź „nie, to nie pomoże” jest łatwa i kończy rozmowę w złym miejscu. Zanim padnie, sprawdza się kilka rzeczy — i to one są właściwą odpowiedzią na pytanie, które rodzic naprawdę zadał.
Pierwsza: sen. Nie dlatego, że sen „daje wzrost”, ale dlatego, że hormon wzrostu wydziela się głównie w jego głębokiej fazie, a przewlekłe niedosypianie zaburza rytm hormonalny — obok wszystkiego innego, co psuje. U nastolatka pytanie brzmi zwykle nie „ile śpi”, tylko „o której gaśnie ekran”.
Druga: czy nie ma choroby, która jeszcze się nie ujawniła. To jest ta część, którą suplement zasłania najskuteczniej. Celiakia, nieswoiste zapalenia jelit, choroby nerek i niedoczynność tarczycy potrafią przez długi czas dawać jeden uchwytny objaw: zwolnione tempo wzrastania. Dziecko czuje się dobrze, a krzywa przestała iść w górę tak jak wcześniej.
Trzecia: leki. Przewlekle przyjmowane glikokortykosteroidy mogą wpływać na wzrastanie, a ryzyko zależy od dawki, czasu stosowania i drogi podania. Długotrwała steroidoterapia ogólnoustrojowa to co innego niż prawidłowo prowadzone leczenie wziewne astmy: wziewne steroidy w zalecanych dawkach mają na wzrastanie wpływ niewielki, a niekontrolowana astma sama potrafi je hamować — dlatego nie odstawia się ich na własną rękę. Znaczenie mogą mieć także leki stosowane w ADHD, szczególnie psychostymulujące, np. metylofenidat. U części dzieci zmniejszają apetyt i przyrost masy ciała, a czasem wpływają też na tempo wzrastania. Nie oznacza to, że trzeba je odstawić — wzrost i masę ciała monitoruje się w trakcie leczenia, a ewentualne zmiany ustala lekarz prowadzący. Rodzice rzadko wspominają o tych lekach, bo dotyczą „czegoś innego”, dlatego to pytanie trzeba zadać wprost.
Czwarta — i to jest część, o którą rzadko ktoś pyta: czy dziecko dostaje wystarczająco dużo energii wobec tego, ile jej wydatkuje. Nie „czy dobrze się odżywia” w sensie jakości — czy jedzenia jest dość. Osobna sekcja niżej, bo to przyczyna łatwa do przeoczenia.
Jest jeszcze piąta rzecz, która nie jest pytaniem, tylko obserwacją: czy rodzina już coś podaje. Często tak — czasem od miesięcy, czasem kilka preparatów naraz, kupionych w różnych momentach. Warto o tym powiedzieć bez skrępowania: to nie jest powód do wstydu, a bywa informacją istotną przy interpretacji wyników badań.
I szósta, kierowana do rodzica: czego się obawia. Pytanie o suplementy pada zwykle wtedy, gdy diagnostyka trwa albo się zakończyła bez rozstrzygnięcia, a rodzic ma poczucie, że nic nie robi. Nazwanie tego wprost zmienia rozmowę bardziej niż jakakolwiek lista składników.
Dopiero po tych pytaniach rozmowa o suplementach ma sens — i często okazuje się wtedy niepotrzebna.