To jest badanie, które budzi największy lęk — głównie dlatego, że wszystko, co można o nim znaleźć, napisano dla lekarzy. Poniżej to, co realnie dotyczy rodziny.
Odbywa się w szpitalu, najczęściej w ramach pobytu jednodniowego, bo wymaga obserwacji dziecka przez cały czas trwania. Sam test zajmuje kilka godzin — zwykle całe przedpołudnie.
Zwykle wystarcza jedno założenie wenflonu. Przez niego pobiera się kolejne próbki w odstępach kilkunastu–kilkudziesięciu minut, więc dziecko nie jest kłute przy każdym pobraniu. Zdarza się, że wkłucie trzeba poprawić albo założyć ponownie, ale nie jest to reguła. To jest ta informacja, której najbardziej brakuje przestraszonym rodzicom.
Dziecko musi być na czczo — dokładny czas określa ośrodek. U młodszych dzieci to zwykle najtrudniejsza część całego dnia, trudniejsza niż samo wkłucie.
Przez cały test dziecko jest obserwowane — personel kontroluje między innymi ciśnienie, a przy niektórych lekach także poziom cukru we krwi. Podany lek pobudza wydzielanie hormonu wzrostu, ale może też dawać przejściowe objawy, zależne od zastosowanej substancji: senność, spadek ciśnienia, nudności albo spadek cukru. Są przewidziane, personel wie, jak na nie reagować, i właśnie dlatego test odbywa się w szpitalu, a nie w punkcie pobrań. To nie jest zwykłe pobranie krwi — ale też nie powód do lęku.
W programie dla dzieci z niedoborem hormonu wzrostu (B.19) standardowo wymagane są dwa niezależne testy, zwykle z różnymi bodźcami — nie dlatego, że pierwszy się nie udał. Część zdrowych, prawidłowo rosnących dzieci uzyskuje niski wynik w pojedynczym teście, a drugi test zabezpiecza przed rozpoznaniem czegoś, czego nie ma. U dzieci z wielohormonalną niedoczynnością przysadki albo z potwierdzoną genetycznie przyczyną niedoboru hormonu wzrostu program dopuszcza jeden test. W programie dla dzieci urodzonych jako SGA testy mają odwrotny cel: potwierdzić prawidłowe wydzielanie hormonu wzrostu (więcej). Testy wykonuje się u dzieci, które ukończyły 2 lata, a test z insuliną — dopiero po ukończeniu 5 lat. U niemowląt i małych dzieci z nawracającymi niedocukrzeniami program przewiduje odrębną ścieżkę: zamiast testów stymulacyjnych hormon wzrostu oznacza się co najmniej pięciokrotnie, najlepiej w czasie snu. W innych sytuacjach klinicznych diagnostyka może wyglądać inaczej i decyduje o niej lekarz; kryteria programu omawiam w poradniku o hormonie wzrostu na NFZ.
Jak przygotować dziecko
Zapytajcie o czas głodzenia i o to, czy dziecko może pić. To najczęstsze pytanie i odpowiedź zależy od ośrodka.
Powiedzcie ośrodkowi o wszystkich lekach, które dziecko przyjmuje, o niedawnej infekcji oraz o wcześniejszych omdleniach albo niedocukrzeniach. Nie odstawiajcie żadnych leków na własną rękę — o tym decyduje ośrodek.
Weźcie coś do zajęcia dziecka na kilka godzin — książkę, tablet, ulubioną zabawkę. Będzie leżało z wenflonem, głodne i znudzone; to jest realnie największe wyzwanie tego dnia.
Weźcie jedzenie na po teście. Dziecko zwykle jest bardzo głodne, a szpitalna organizacja nie zawsze to przewiduje.
Zaplanujcie cały dzień — także drogę powrotną. Dziecko po teście bywa osłabione i senne, a szkoła po południu zwykle nie jest dobrym pomysłem.
Jeśli dostaliście receptę przed testem — zrealizujcie ją i zastosujcie dokładnie według zaleceń. W wybranych sytuacjach, zwykle u dzieci w wieku okołopokwitaniowym, ośrodek stosuje według własnego protokołu krótkie przygotowanie hormonami płciowymi (tzw. priming), żeby wynik był wiarygodny. To nie jest rutyna u wszystkich dzieci ani leczenie, tylko element badania.