Bo leczenie zależy od funkcji tarczycy, a nie od samej obecności przeciwciał — a to są dwie różne rzeczy, które łatwo pomylić.
Trzy sytuacje, które wyglądają podobnie na wydruku, a prowadzą do zupełnie różnych decyzji:
Dodatnie przeciwciała przy prawidłowych TSH i fT4. Nie oznaczają niedoczynności i same w sobie nie są wskazaniem do lewotyroksyny. Tarczyca może w tym momencie pracować prawidłowo mimo obecności autoimmunizacji — a lewotyroksyna uzupełnia hormon, którego brakuje. Nie ma tu czego uzupełniać.
Podwyższone TSH przy prawidłowym fT4. To znaczy, że przysadka „prosi” tarczycę o więcej pracy i na razie ją dostaje. Postępowanie zależy tu od wielu rzeczy naraz — od tego, jak bardzo TSH jest podwyższone, czy dziecko ma objawy, czy rośnie prawidłowo, czy ma wole i czy ma przeciwciała. Przy części wyników leczenie jest wskazane, przy części wystarczy obserwacja, a decyzję podejmuje lekarz na podstawie całości obrazu.
Podwyższone TSH przy obniżonym fT4. To jest jawna niedoczynność i wtedy leczenie się włącza. Osobnej oceny wymaga też obniżone fT4 przy TSH, które nie jest podwyższone — to może być tak zwana niedoczynność centralna, wynikająca z zaburzeń przysadki lub podwzgórza, a nie samej tarczycy.
Ile znaczy wysokość TSH. U starszych dzieci niewielkie podwyższenie TSH, zwykle poniżej około 10 mIU/l, przy prawidłowym fT4 często pozwala na obserwację. Jeśli TSH utrzymuje się na poziomie 10 mIU/l lub wyższym, argumenty za leczeniem są zwykle silniejsze, a przy bardzo wysokich wartościach decyzja może zapaść szybciej. Znaczenie mają jednak także wiek, objawy, obecność wola, przeciwciała i wyniki kolejnych oznaczeń. Nie jest to próg, na podstawie którego rodzic powinien samodzielnie podejmować decyzję.
Takie podejście ma uzasadnienie: według zaleceń europejskich w populacji ogólnej u ponad 70% dzieci i nastolatków z niewielkim podwyższeniem TSH wynik z czasem wraca do normy. Przy dodatnich przeciwciałach normalizacja zdarza się rzadziej, a ryzyko pogorszenia jest większe — dlatego kontrole są wtedy zwykle częstsze.
U dzieci przed ukończeniem 2 lat zasady są inne. Kontrole są znacznie częstsze, a leczenie włącza się wcześniej, bo w tym wieku hormony tarczycy mają szczególne znaczenie dla rozwoju. Ten poradnik dotyczy przede wszystkim starszych dzieci — takich, które ukończyły 2 lata.
Praktyczny wniosek: „nie włączamy leku” nie znaczy „nic nie robimy”. Znaczy, że planem jest sprawdzenie, czy to się zmienia — a nie podawanie hormonu dziecku, któremu na razie go nie brakuje.