Pierwsza rzecz to, czy to jest tkanka gruczołowa, czy tłuszczowa — albo obie naraz. To rozstrzyga badanie i zmienia wszystko, co dalej. U części chłopców, zwłaszcza z nadwagą lub otyłością, tkanka tłuszczowa i gruczołowa występują jednocześnie — dlatego sam wygląd klatki piersiowej nie pozwala rozpoznać, która z nich odpowiada za powiększenie.
Druga: od kiedy to trwa i czy narasta. Zmiana świeża, narastająca i bolesna to co innego niż stabilna od roku. Ta informacja ma duże znaczenie przy decyzji, czy w ogóle rozważać leczenie — a często zna ją tylko chłopiec, nie rodzic.
Trzecia rzecz to, na jakim etapie dojrzewania jest. Ginekomastia pokwitaniowa pojawia się w określonym momencie i ma przewidywalny przebieg.
Czwarta: co bierze. Preparaty ze sklepu z odżywkami, „boostery testosteronu”, sterydy anaboliczne, leki na coś zupełnie innego, substancje przyjmowane poza kontrolą lekarską — także konopie, choć ich związek przyczynowy z ginekomastią nie jest dobrze udowodniony. Pytanie pada wprost i bez podtekstu oskarżenia, bo od odpowiedzi zależy, czy szuka się przyczyny gdzie indziej.
Piąta rzecz to, czy są objawy wskazujące na coś poza dojrzewaniem. To jest część, dla której wizyta ma sens niezależnie od tego, jak bardzo chłopiec jej nie chce.
Szósta: jak bardzo to na niego wpływa. Rezygnacja z WF-u, basenu, wyjazdów, unikanie sytuacji z rozebraniem się. To nie jest pytanie kurtuazyjne — stopień cierpienia jest jednym z czynników branych pod uwagę przy decyzji o dalszym postępowaniu.
Siódma rzecz to, czy zmiana jest po jednej stronie, czy po obu. Ginekomastia pokwitaniowa bywa asymetryczna i jednostronna — i to samo w sobie nie jest niepokojące. Wyraźna asymetria połączona z twardością albo szybkim narastaniem zmienia jednak kierunek oceny.
I ósma, kierowana do chłopca, jeśli zgodzi się rozmawiać: czego się dowiedział i skąd. Nastolatek, który przyszedł z przekonaniem wyniesionym z forum, wyjdzie z wizyty niezadowolony, jeśli nikt tego przekonania nie nazwie.