Pierwsza rzecz to zaawansowanie dojrzewania — czy się zatrzymało, a czasem czy się cofa. To jest podstawowa miara skuteczności i ocenia się ją przede wszystkim badaniem lekarskim.
Druga: tempo wzrastania. Przy skutecznym leczeniu powinno zwolnić do wzorca sprzed dojrzewania. To bywa dla rodziców zaskakujące — dziecko rośnie wolniej i wygląda to jak pogorszenie, a jest to zamierzony efekt. Zbyt duże spowolnienie też wymaga oceny — dlatego pomiary są regularne.
Trzecia rzecz to masa ciała i BMI, oceniane razem z tempem wzrastania. U części dzieci w trakcie leczenia masa ciała rośnie szybciej niż wzrost, dlatego ocenia się ją na siatkach centylowych, a nie na podstawie samej liczby kilogramów. Rodzice często zauważają tę zmianę sami — i słusznie o nią pytają, bo przyrost masy ciała ulotka wymienia wśród częstych działań niepożądanych u dzieci.
Czwarta: czy odstępy między podaniami były dotrzymane — nie tylko czy zastrzyki się odbyły, ale kiedy dokładnie. Pytanie pada wprost i bez podtekstu: przy leczeniu trwającym lata przesunięcia się zdarzają. Pojedyncze przesunięcie nie oznacza automatycznie nieskuteczności, ale dopuszczalne okno zależy od preparatu — dlatego każdą zmianę terminu ustala się z ośrodkiem, a nie samodzielnie.
Piąta rzecz to wiek kostny i badania hormonalne — wykonywane okresowo, a nie przy każdej wizycie. Wytyczne Endocrine Society z 2026 roku sugerują, żeby przy dobrej odpowiedzi na leczenie opierać kontrolę na wzrastaniu, stadium dojrzewania i wieku kostnym ocenianym raz w roku, a nie na rutynowych badaniach hormonalnych — pojedynczy wynik w trakcie leczenia bywa trudny do interpretacji. Program lekowy wymaga jednak oznaczenia LH i FSH po 3 miesiącach od rozpoczęcia leczenia i po każdej zmianie dawki, a RTG wieku kostnego — raz w roku.
Szósta rzecz to, czy od poprzedniej wizyty pojawiło się coś nowego — zwłaszcza objawy, których rodzina nie łączy z leczeniem: bóle głowy, kłopoty ze wzrokiem, zmiany nastroju utrzymujące się tygodniami, ból biodra lub kolana. Pytanie pada rutynowo — służy wykluczeniu rzadkich działań niepożądanych, a odpowiedź zwykle uspokaja.
I siódma: jak dziecko i rodzina to znoszą. Dzień zastrzyku wraca co cztery tygodnie przez lata — dlatego zmęczenie dziecka i rodziny to normalny temat na wizytę, a nie coś, co trzeba znosić w milczeniu. Lepiej powiedzieć o nim wcześnie, niż dojść do momentu, w którym leczenie przerywa się z wyczerpania. Jeśli dziecku jest trudno, pomocy można szukać także poza ośrodkiem: w ramach NFZ skierowanie nie jest potrzebne do ośrodka środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży (I poziom) ani do poradni zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży (II poziom).
Jest też ósma, o którą warto zapytać samemu: co dokładnie będzie sygnałem do zakończenia leczenia. Odpowiedź na to pytanie zmienia całą perspektywę z „to trwa w nieskończoność” na „to ma określony koniec”.