To jest najczęstsze pytanie w całej ścieżce i najczęstsze źródło frustracji. Odpowiedź mieści się w jednym zdaniu: te sześć miesięcy nie jest kolejką do diagnostyki. To jest diagnostyka.
Tempo wzrastania, które ośrodek podaje przy kwalifikacji w centymetrach na rok, nie jest wielkością, którą da się zmierzyć jednorazowo. Wynika z dwóch wiarygodnych pomiarów w odstępie co najmniej pół roku. Przy krótszym odstępie różnica bywa porównywalna z błędem pomiaru: dziecko „rośnie” albo „nie rośnie” zależnie od tego, jak akurat stało.
Wniosek, który ośrodek wysyła do Zespołu Koordynacyjnego, wymaga dwóch pomiarów z datami, wykonanych w odstępie co najmniej sześciu miesięcy, i wyliczonego z nich tempa wzrastania. W standardowej ścieżce tego odstępu nie da się skrócić. Jeśli dziecko ma wcześniejsze pomiary, pokażcie je w ośrodku — lekarz oceni, czy są na tyle wiarygodne, żeby wykorzystać je we wniosku, czy potrzebna będzie dalsza obserwacja. To nie jest kwestia niczyjej dobrej woli, tylko dokładności pomiaru.
W tym czasie zwykle dzieje się zresztą więcej, niż widać z perspektywy rodziny: wykluczanie innych przyczyn niskiego wzrostu, zdjęcie wieku kostnego, badania podstawowe. To, że wizyty wyglądają na krótkie i mało spektakularne, nie znaczy, że proces stoi.
Co realnie skraca tę drogę: komplet dokumentów od pierwszej wizyty, pomiary wykonywane stadiometrem, obecność na umówionych terminach. Co ją wydłuża: brakujące wyniki, przełożone wizyty, luki w historii pomiarów.
Wyjątek: zagrażające życiu hipoglikemie u niemowlęcia
Przy zagrażających życiu, trudnych do opanowania, nawracających niedocukrzeniach u noworodka lub niemowlęcia z podejrzeniem niedoczynności przysadki kwalifikacja odbywa się niezwłocznie po zgłoszeniu, bez czekania na obserwację tempa wzrastania. To wąska ścieżka: wymaga wykluczenia innych przyczyn niedocukrzeń, między innymi wrodzonego hiperinsulinizmu i pierwotnej niedoczynności nadnerczy. Sama hipoglikemia u niemowlęcia nie jest wskazaniem do hormonu wzrostu (szczegóły w przewodniku).